Witam!
Zacznę od początku. Pewnego dnia wybrałem się z kumplami na przejażdżkę ( mam ogara 900 ). Po kilkunastu kilometrach romet zaczął słabnąć i słabnąć. Zatrzymałem się. Silnik był bardzo zagrzany, aż za za bardzo ( a nie miał zbytnio gdzie się zagrzać, nie był żyłowany ). Gdy ostygł postanowiłem spróbować zapalić, udało się bez problemów, lecz było słychać jak gdyby grzechotanie lub stukanie. Postanowiłem wrócić, w razie gdyby znów coś takiego się przytrafiło. Prawie na miejscu motorek znów padał, więc nie chcąc go zbyt "wymęczyć" zapchałem go do domu. Zaznaczę w tym miejscu że nazajutrz planowałem wymianę oleju, ponieważ ten już przejeździł swoje... Nazajutrz postanowiłem sprawdzić co tam się złego dzieje. Zapalam motorek i pierwsze co usłyszałem to stukanie ( jak gdyby tłok czy coś, nie powiem dokładnie bo nie znam się na tym zbytnio). Bardzo mnie to ździwiło, lecz najgorsze było dopiero przede mną. Zobaczyłęm plamkę oleju na ziemi ( niewielką ) i coś podkusiło mnie by sprawdzić ilość oleju. Wtedy doznałem szoku oleju nawet nie widać... widocznie mussiał uciekać gzdieś tak po trochu. Odkręciłem śrubę by spuścić to co tam zostalo ( w końcu i tak miałem go wymieniać ) a tam jakieś resztki... Przez moją głupotę jeździłem prawdopodobnie jeździłem przez kilka lub kilkanaście km praktycznie bez oleju. Mam nadzieje że nic bardzo poważnego silnikowi sie nie stało.
Moje pytanie brzmi czy to stukanie jest spowodowane przytarciem się tłoka czy może czymś innym ? Ile może kosztować naprawa ?





... Ale skoro i tak będe pewnie musiał wymieniać to wymienie na jakiś cylek większy. Co polecacie ( żebym nie kupił jakiegoś strasznego złomu, który można znaleźć na allegro w niskich cenach ).